Archive for the ‘Uncategorized’ Category.

Wyniki konkursu „Do góry z lnem”

KWARK -profesjonalna bielizna sportowa

www.kwark.pl

 www.kwark.eu

 

 

Jury Konkursu po burzliwej debacie zdecydowało przyznać dwie równorzędne nagrody:

Monika Józefczyk „W malinowym chruśniaku”  (dowcipna zabawa literacka z odniesieniem do tradycji ale i zgrabnie wplecioną puentą)

Łukasz Wesoły „Kancona o lnianych galotach” (lekko, ze swadą i harmonią.)

Oba wiersze zamieszczamy poniżej:

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem, 
skryjesz się w waciaku, z lajkry drobiąc krokiem;
lecz czy się nie zapocisz? nie zaciągniesz oczka?
czy w dresach nie rozwiążesz przypadkowo troczka?…

niech stanie się len! Len narzędziem pieszczoty!
z natury te lekkie niech spowiją mnie sploty;
na zimne poranki, na dnie całe z waru
potrzebuję koszulek, lnianych, i to paru!”

 

Kancona o lnianych galotach

 

Był raz król w odległym kraju

i, jak królów jest zwyczajem,

zawiadował wojskiem swoim.

Stanął, sam w błyszczącej zbroi,

dzierżył w ręku berło złote

i musztrował swą piechotę.

Po dziedzińcu wśród upału

idą więc w rynsztunku całym

Roty, pułki. Lśnią pancerze;

lecz król oczom nie chce wierzyć…

Pot paruje spod szyszaków

w całym zbrojnym tym orszaku.

Rosa skrapla się na wąsach,

Król się z trwogi wnet otrząsa.

Krzyczy, zły, do kasztelana:

Armia moja źle ubrana!

 

Mają wszakże stroje śliczne:

Gładkie, lśniące – syntetyczne!

Lecz nie noszą ich z ochotą

Bo wycisną siódme poty

Z największego wręcz hultaja!

Z żaru dyszy cała zgraja.

Gwardia taka nic nie warta,

Śmierdzi niczym gęba czarta,

 

A powietrze z nich morowe

Jeszcze zdusi mą królowę

Gdy zasiądzie na paradzie!

Któż mi mądrze co doradzi?

 

Już dworakom zrzedła mina

Już się każdy bać zaczyna:

Każdy uśmiech z twarzy znika

Łowczy patrzy na cześnika,

Ten do szambelana woła:

Może wojsko będzie gołe

Pod kaftanem i kolczugą?

Nie potrwało wcale długo

Nim dysputa rozgorzała.

Nad rozterką pryncypała

Myślą wszyscy, marszczą czoła.

Nagle krzyczy ktoś wesoło:

Panie, znam ja środek złoty:

Lniane dajmy im galoty!

 

I ustała nagle zwada…

Woła rotmistrz: świetna rada!

Czyżby wszyscy zapomnieli

Jak się plecie po kądzieli?

Len, gdy dobrze wyczesany

 

Ze świeżości swej jest znany.

Lekkie to i łatwe w praniu.

Będą rade nasze dranie

Z przyodziewku tak zacnego.

Niech się stanie wedle tego,

Cośmy razem uradzili.

Na to król: Nie traćmy chwili!

Nowe stroje będą dane,

Zwiewne, cienkie, suche – lniane!

Odziać trzeba mą piechotę

W koszuliny i w galoty

Zgrabnie tkane z lekkiej przędzy,

Nie żałując nań pieniędzy.

 

Jak radzono, tak się stało.

A że było lnu niemało

Po stodołach i spichlerzach,

Przyodziano wnet żołnierzy.

Pomagali im poddani,

Sama też Królowa Pani

Widząc wielkie poświęcenie

Rzekła: także ja len cenię.

Skoro każdy pomóc może,

Ja uszyję z lnu proporzec!

 

Zakrzyknęli więc żołnierze:

Niechaj nas Opatrzność strzeże

Przed tkaniny sztucznej splotem.

Już nie będziem cuchnąć potem!

Pójdzie raźno w obce strony

Hufiec nasz niezwyciężony

Krzewić obyczaje stare.

I pod lnianym tym sztandarem

Dawną zaprowadzi modę…

Za wytchnienie! Za ochłodę!

Lniane lenno niech powstanie!

Vivat len, Wielmożny Panie!